![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
Czyżby reaktywacja?2007-08-23 11:53:50I znów palę :) Fafierosy wez fyciongania ich z chącichów ust. Fuper :) skomentuj (2) 2007-04-24 12:36:21 Sambady put samfin in maj drink :) Khem... Stoi sobie piwo Łomża i piwo Heniek-en pod oknem w kuchni. I tak sobie stoi dobre kilka tygodni. I ja naprawdę nie mam czasu/ochoty* na browar. Gdzie się podziały tamte prywatki? Niezapomniane... *niepotrzebne skreślić Ale siem popisał i szmirę napisał :P skomentuj (1) 2007-02-23 13:47:14 Stereotypy ebałt łumen stil alajf :) Zasłyszane kilka dnia temu na CB: 1: Koleżanko z [tu marka auta] to niebezpieczne tak rozmawiać przez komórkę w czasie jazdy... 2: Ty się ciesz, kurwa, że się nie maluje.. :) Ech... jakoś tam żyję... skomentuj (1) 2006-10-17 14:44:18 wrodzona czujność kojota? + samfin ebałt Pszczółka Krótko będzie. Gdyby nie moja wrodzona czujność kojota :))), to być może nadal bym wesoło pochrapywał z łbem na biurku w pracy nr 2. Cóż... organizm, który nocną porą nieco podupadł był na ogólnej sprawności i ok. 4 rano się wziął i wyłączył, dał się łatwo złapać w sidła tego sukinkota Morfeusza. Jednakże moja wrodzona czujność kojota :))) postanowiła poszargać mną nieco kole godziny szóstej i przygładziwszy włosy, poprawiwszy okulary i przebrawszy się w wygodniejszy strój, niezwłocznie wsiadłem do auta i pojechałem se do pracy nr 1 (ja to się chyba wykończę z tym zapierdalaniem na dwóch etatach :D ) Dobrze, że jeszcze nie zanika moja wrodzona czujność kojota :))) i wytrzymałość (odpukać) największego gieroja-drwala z Syberii. Takiego skurwysyna, no. Co jednocześnie wilki kijkiem naparza i samice reniferów dyma :) Ale, ale...Zasadniczo staram się unikać rozwodzenia i piania na temat swojej Pszczółki malutkiej. Jak to tatuś ją kocha itepe itede. Jaka to ona fajna itede itepe. Starczy, że ja wiem :) Ale, ale... Wczorajszego wieczora jakoś mnie melancholijno-skurwiały nastrój złapał w robocie nr 2. Tak ni w pizdę, ni w oko. Do czasu jednak gdy dostałem SzortMesydżSerwis od żony. O treści następującej: "Wlasnie umyla wlosy w soku, bulke wcina z szufelki. Szukam jajka bo na pewno go nie zjadla" Kurwa, normalnie soczysty banan pojawił mnie się w miejscu otworu gębowego :). Kochana Pszczółka :) Parę chwil potem przyszła druga wiadomość, że Myszka już usnęła. Jedyne co mogłem sobie wtedy wyobrazić to, malutką istotkę, która oddawała się takiej czynności, którą poźniej ojciec też raczył będzie bez własnej woli wykonywać :) I jakby nie skłamać, to skurwiały nastrój powrócił. Ona tam, ja tu. Psia mać. Jeszcze dwadzieścia minut i wrócę do domu po 30 chyba paru godzinach nieobecności. Jest git, szafa gra, komoda tańczy :) Ale, ale.... Zmęczon jestem i styran okrutnie, że w obecnie w pracy nr 1 też organizm coś się w nadprzestrzeń unosić zaczyna. Psia mać. Ale, ale... moja wrodzona czujność kojota :)))- na to nie pozwoli. I masz. Krótko miało być :P I jakoś tak w ogóle się mi popisało niepodobnie do mnie :) skomentuj (2) 2006-09-11 11:03:12 A lytl thyng łen aj drynk energetic drink :) (o muchach będzie) Siedzę sobie i popijam energetic drinka :). Popijam sobie i palę papierosa. Palę papierosa i gapię się w monitor (Kubicaaaa, nasza polska błyskawicaaaa :)) Gapię się w monitor, a po jego obudowie chodzi sobie mucha. Zwykła, najzwyklejsza mucha. A po drukarce obok chodzi sobie druga mucha. I tak se chodzą te muchy. Ani myślą polatać. Tylko chodzą. No to sobie myślę, że se napiszę o tych muchach. No to się zalogowawszy. Hehe. Chuchnąłem smrodem papierosowym na te drukarkową muchę. Poleciała se. Psitka jedna. Znaczy niepaląca. Monitorowa mucha na chwilę odleciała, by ponownie wrócić na obudowę. Siedzi se teraz. Chuch... paszła w pizdu... Poleciała. Skąd tu, kurwa, tyle much? W rzeźni pracuję czy jak? Fakt faktem, że śmierdzę nieco, bom po jednym nocnym dyżurze bezpośrednio pojechał do drugiej roboty. Ale żeby cuchnąć tak, że aż muchy się zlatują? Gupie muchy. Miast kwiatki wąchać, to Robka wolą poniuchać. Spierdalać mi stąd owady przebrzydłe! Bo się niekomfortowo czuję. Idę se wezne prysznica w robocie. Aco. Nie będą się zlatywać. Energetic drink się mnię skończył. Super :) skomentuj (1) 2006-09-05 10:01:08 Gencjana w piździe - bez sensu? Niekoniecznie :) Ale po kolei. Miejsce: Skoda Octavia 1,9 TDI, droga krajowa nr 8, gdzieś między Tomaszowem Maz. a Piotrkowem Tryb. (alem dokładny :}) Czas: na pewno godziny przedpołudniowe Narzędzie: CB radio President Harry :) (lubi człowiek potrzymać czasem gruchę w łapie) Akcja: #19. CB odbiera informację z eteru w następującej postaci. Cytat (może być niedokładny): "... i rozumiesz, wziąłem jakąś Kobrę* na stopa. No i jedziemy sobie. Nagle Kobra wyskakuje z tekstem: - Wie Pan, strasznie mnie swędzi. Podrapiesz Pan? Niedrogo będzie... - To se, kurwa, pizdę gencjaną posmaruj, lebiego! I wysadziłem Kobrę od razu. Nie będę potem grzybów z fotela zbierał..." No i se rotflłem, jak i kilku innych słuchaczy :). I dalej droga (fakt, że już niedługa upłynęła mi w przaśnym i siermiężnym humorze :) *Kobra - określenie kobiety handlującej przy drogach. Nie grzybami ani innymi płodami leśnymi :) I kupię se wreszcie chyba CB do prywatnego użytku :) skomentuj (1) 2006-08-28 12:00:41 Krótko, acz namiętnie :) - Jes! - Noł! - Jes! - Noooł! - Oł, fak.. - Łot? - Nafin - Jes! - Jes?! - Argghhh - Jes! - Jes, jes, jes!!! - Aaaaaaach... Brdą, brdą... [ejakulejszyn sałnd] :) Plp, plp... [wedżajna spasms sałnd] :) - Ufff... fenkju for kooperejszyn - Giw mi a sigaret, hany :) skomentuj (1) 2006-06-01 11:32:56 chrum chrum - zaćwierkał wróbel Ćwirek Hyhyhy... obsrał mnie ptak :))) Po rękawie wziął się napiął i pociągnął. A było to tak: Jak wszem i wobec wiadomo zapierdalam (bo pracą tego nazwać nie można) na dwóch etatach. No i sobie wracam prosto z dwunastogodzinnego dyżuru nocnego do drugiej pracy (pieszo i awtobusem, bo się mnię auto skurwiło i spsuło). No i se tak idę. A tu jak mnie nagle... normalnie ptak się na mnie skupsztolił. Na rękaw prosto. Prawy w dodatku. Laksę taką poczynił, jakby ptaszyna salceson z zsiadłym mlekiem tylko spożywała. Chusteczki miałem, to kurtkę (ze skaju - się wie :)) sobie obtarłem. Ale hola, hola. Płęta musi być: Idę se kupić Redbulla i... zobaczy co to znaczy :) Albo niech go jaki kot wydyma :) skomentuj (1) 2006-05-25 13:09:35 low and merydż - czyżby to jednak był koniec związku małżeńskiego? Jednak coś się wypaliło. Jeszcze powalczę... Jeszcze podpalę te zgliszcza... Tylko po co? By za X czasu znów wygasły? To nie są jednak te dwa polana, która razem dają nieskończony płomień. Dla Pszczółki wyciągać zapałki? Czy bez tego ognia nie wyrośnie na porządną, mądrą, pozytywnie nastawioną do życia dziewczynę? Pewnie, że wyrośnie. W końcu odziedziczyła same najlepsze cechy rodziców (te gorsze wypłynęły z łożyskiem i nie trafionym strumieniem nasienia :)) Podmucham ten na dogasający żar. Tylko czy sił w płucach wystarczy? Ech... skomentuj (2) 2006-05-12 10:12:51 Dymaj mnie :) W słomie w kondomie dymaj mnie W wyrku i w Szczyrku dymaj mnie Za rączkę nie trzymaj Ale z całej siły dymaj W gumie w Chartumie dymaj mnie W Mielnie bezczelnie dymaj mnie Czy lato czy zima Ty mnie z całej siły dymaj A speszjal trybut tu Brathanki skomentuj (4) 2006-03-21 12:09:25 Ore, ore... żaba dupy da w szuwarach czyli "Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty" Skurwiły nam się latoś te pory roku. Zima teraz jest!!!. Poniały, koty?! Się marcują po piwnicach skurkowańce. A ja na parterze mieszkam. Już wolę słyszeć jak sąsiad z góry po pijaku o 3 rano próbuje trafić strumieniem szczocha w sedes. A że rzadko mu się zdarza trafić, tak więc ubaw mam przedni. Napieprza w gumoleum (czy jakoś tak), że pewnie nogi to po same jaja ma obryzgane. Dobrze chujowi, bo sapie i niemożebnie przeklina jak się po schodach wspina (rym cym cym). A to wszystko wiem, bo i tak nie śpię po nocach, bo Miśka, mimo eleven months on the kark za żadne skarby nocy przespać nie chce. Się wdała charakterkiem perfidnym, kurna, w mamusię. Na psa urok. Dobrze, że urodę i yntelygencję raczej po mieczu odziedziczy. Byleby tylko nie zapierdalała w przyszłości na dwóch etatach, jak fader. skomentuj (4) 2006-01-03 07:21:26 Aaaa psik... O w pizdu... Mało mi ryja nie urwało :))) skomentuj (3) 2005-10-12 12:00:00 siekiera bejbe... tłist end szałt :) Siadają se ptaki na parapecie kuchennym moim. Tupią przy tym, psiekrwie, niesamowicie. I osrać czasem potrafią. Kawki to jakieś, gawrony czy cuś. Ornitolog nie jestem. A, i wróble też czasem. A siadają potemu, że jako dobry człowiek chleb przez familię nie skonsumowany położę czasem za oknem. I się żywią te ptaszyska. Wezną i podlecą. Zatupią i poskubią. Wezną w dzioba i polecą. Istnieją dwie zasadnicze formy podania posiłku. Jedna dla tych gabarytowo mniejszych, druga dla tych bardziej wypasionych. Pierwsza polega na starannym rozdrobnieniu kawałów, druga na mniej starannym, przez co druga forma większa po prostu jest. No i tak ostatnio się familia ociągała z jedzeniem chleba, to się ostał niecały bochen (bochen, kurwa mać? toż to raczej kajzerka pieprzona nawet pewnie 0,5 kg nie miała). No to niesiony potrzebą serca otworzyłem okno i jako, że akurat dzień leniwy miałem to i się do rozdrabniania nie bardzo przyłożyłem. W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku jąłem se gotować wodę na kawę. No i przyleciały se ptaszyska wkrótce. Ze trzy sztuki najsamprzód. Widziałem, że i wróble chętkę miały, ale się szczwańce boją tych większych, to czekają, bo i tak te większe dziobem nie zahaczą o te marne okruszki. I se podleciał taki jeden gawron czy tam kawka. I łaps za największy kawał chleba. Dupą zawinął i zaczął startować. Ale cosik mu chyba aerodynamikę chleb w dziobie popierdolił, bo raczej zdawało mi się, że ciężar kawałka aż taki srogi nie był. Może mu się coś pomieszało, może się zakrztusił, może mu kawał oczy przysłonił. Nie wiem. Ale uleciał może z 5 metrów, zatrzepotał skrzydłami i jakby tak zaczął pikować "to the ground". Chwilę to pikowanie trwało, ku mojej uciesze. Ale chleb z dzioba puścił, lot wyrównał i nieco zmieszan odfrunął. Za moment woda na kawę się zagotowała, więc se myślę, a "srał go pies". Na ławkę wyszedłem coby spalić fajkę pod te kawę. No. I takie to ptaki mnie odwiedzają :))) skomentuj (0) 2005-07-12 08:24:57 kurwy i alfonsy psia wasza mać "Gdy w życiu masz pecha I los Ci nie sprzyja Możesz w domu z drewna Dostać cegłą w ryja" Zazwyczaj wizyta w domu uciech cielesnych potocznie zwanym agencją towarzyską kojarzy się pięknymi (sic!) ciałami cór Koryntu i przesyconym żądzami seksem oralnym. Jednak jak to mówią "nawet raz do roku kura piardnie" i miast oddawać się odprężającym kuracjom erotycznym w wykonaniu pań, którym wargi sromowe "taś taś" wołają, amator czerwonego światła, seksu francuskiego i transakcji z burdelmamą o wyglądzie bizneswoman z Nepalu dostaje najzwyklejszy w świecie wpierdol od napakowanego od pasa po kark alfonsa-bodygarda z notką "Żebym ciebie, tu kutasie, więcej nie widział". I jeszcze, kurwa, drinka nie dopija! No cóż. Kto mógł przypuszczać, że nasz bohater natrafi na owego alfonsinę, którego kilka dni wcześniej znieważył słownie na światłach skrzyżowania w konfliktowej sytuacji drogowej, a następnie oddalił się pospiesznie dysponując większą liczbą koni pod maską swojego automobilu. Swoją drogą ów alfons-bodygard niezła ma, kurwa, pamięć jak na swój iloraz ętelygencji. Stop wariatom drogowym! Bo nawet w burdelu wpadnie na ciebie idiota w kaftanie...wróć... kamizelce z napisem "Łochrona". skomentuj (2) 2005-05-12 08:44:55 Krótko - Świat mnię stanął na głowie A to dzięki tej istotce, która 13 kwietnia zaszczyciła norę swoją osobą: ![]() Marika, 3700 g, 55 cm, 10 pkt APGAR. Choć teraz to spokojnie Pszczółka 4 kg przekroczyła :) skomentuj (6) 2005-02-16 08:55:07 Gleba kocie, kurwamać :) Pierdolłem se jak długi. Dziś o poranku. Na parkingu. Nocą sobie śnieg srogo popadał. I sobie zaspy jakieś, kurzatwarz, potworzył. Ale ja se brnę niezłomnie przez te wydmy do automobilu. A tu jak mnie się nóżki nie rozjadą, jak nie zatrzepotam ręcyma, jak mnie nie fyrgnie na boki i w tył. No i pizgłem w te zaspę jak aktorzyna w hamerykańskim filmie, gdy w klatę kulkę dostanie. Plecaczek mnię się z ręki wziął i uciekł, a okulary na brodzie się zatrzymali. I dupa zbita. Lód pod śniegiem się ładnie uchował i mnie powalił. Przekląłem uroczo, otrzepałem się nieco i jąłem samochód odśnieżać, od czasu do czasu przypominając se lądowanie, co rozbawiało mą osobę i machanie szczotką ułatwiało. A na deser błoto pośniegowe na rondzie mnie wzięło i obróciło o 180 stopni, jakem se już obowiązki kierowcy w ruchu drogowym pełnił. A fpizdu z tym śniegiem... skomentuj (10) 2005-02-14 10:16:18 Toż to jawna prowokacja!!! Ponoć wszystek media onanizują zmysły odbiorców, rozkosznie grając "przebój" niejakiego Erica Prydza "Call on Me". Niech mnie dunder świśnie i cycek suczy wytrzaska po twarzy. Przeczuwam w rzeczonej wyżej sytuacji spisek pewnego katolickiego radia i jakżesz błyskotliwą reklamę owej stacji. Toż to nic innego, jak fantastycznie zakamuflowany przekaz o. Tadeusza i jego świty. Eric pRYDZ - toż to przecie cudnie ujęty pseudonim dyrektora owego radia. "Call on me" - ze względów estetycznych numeru telefonu podać nie wypada Tak więc wielki szacunek dla szpeniów od reklamy tegoż przedsiębiorstwa radiowego. Naprawdę jestem pod wrażeniem. Uczta się agencje reklamowe jak kampanię prowadzić. :) skomentuj (2) 2004-12-30 12:13:03 Rozgrzany pręt w dupsko on de rołd :} Ja rozumiem, że "opiekunowie" nakazują. Ja rozumiem, że zimno i trza się poruszać. Ja rozumiem, że należy dotrzeć do klienta. Ja rozumiem, że robota marna, a o zarobek coraz trudniej. Ja rozumiem, że być może nasienie oczy zamgliło. Ja rozumiem, że wykonywana praca niezborność nóg powodować może. Ja rozumiem, że stanowisko pracy w dosyć niebezpiecznych warunkach się znajduje. Ja rozumiem, że na poboczach polskich dróg kombajnem nie wykręcisz. Ja rozumiem... Ale żeby się pchać wprost pod koła autowe na trasie szybkiego ruchu? Szanowne panie tirówki (a szczególnie jedna brunetka - dosyć mlaskna, nie omieszkam dodać). Nie życzę sobie podobnych przypadków, gdyż serce pod szóstką lewą miałem, odcisk na prawej nodze od pedału hamulca, włos zmierzwiony i wzrok demoniczny oraz stan przedzakwasowy mięśni rąk. A to wszystko w dodatku, gdy głośniki wesoło plumkały (szczerze rzec należy: jakoś tam odnotowały zaistnienie impulsu elektrycznego :)) w rytm "Roots Radicals" Rancida. Tak więc, pręt w dupsko szanownej dziewczynie. Z najserdeczniejszymi życzeniami noworocznymi (nie mylić z wenerycznymi). skomentuj (5) 2004-11-02 14:36:13 Jeloł sabmarine iz stil alajf... Kapitan wydał razkaz Zanurzajemsja pierwyj raz Wania wzjał żeliwnyj młot Zapierdoliłsja w parachod Bul, bul, bul, krasiwyj parachod Sawietskij parachod, pabiednyj parachod... ---- In a trybut to Debitels end raszyn matros skomentuj (6) 2004-10-19 13:07:18 Dysgraficznie zgłowion będę i strupion padnę... Błendy robie. Błendy rze niewiem co. Tak wogule to prubóje z nimi walczyci. Ale zdajom sie one silnjeszje odemnie. Niby hce napisaci poprawnie ale jakasi niewidzijalna siła karze mi napisaci tak a nie inaczej. Simiejom sie ze mnie wszyscy. Na foróm, na czacie, a na grópah dyskósyjnych czepiajo sie mnie i karzom kożystaci ze słownikuw. Ale co mnie to pomorze, jak mnie ta niewidzialna siła zmósza do napisania słuw wten sposup. Tłómacze fszyskim, rze mam takoł horobe, ktura uniemorzliwia mi poprawne pisanie. Rze mam nawet papierek od lekaża i f szkole jestem traktowany ólgowo. Ale nic do nih nieprzemawia. Wydaje im sie, rze soł bogami albo jakimi cherosami, ktuży wiedzoł fszysko najlepiej. A czy nie zastanowili sie nad mojim problemem? Być morze nie mieli w rodzinie kogoś stakoł wadoł. Nie ósprawjedliwja ih to wogule. Mam ih fszyskich po dziórki w nosie. Błenduf nie robie specjalnie, tylko mam jusz takie predyspozycje psyhofizyczne i nic nato nie poradze. Krempóje sie pisac na grópah, czatah i innyh tego typu żeczah. Czasem nawet płacze po nocah w podószke i zastanawiam sie czy aby nie popełnici samobujstwa. Tak mi źle z tym jest. Niewiem jak sobie bełdeł dawał rade w rzyciu, jeśli robie takie błendy. Jusz nawet sie nie obrarzam na głópawe komętaże wokoło. Prubóje sie odgryści nawet czensto, ale wydaje mi sie, rze pogarszam tylko swojom sytóacje. Cusz robić? ---------------------------------------- Dedykowane wszystkim, którzy swoje pierdolone błędy ortograficzne tłumaczą DYSLEKSJĄ. Niech, kurwa, najpierw sprawdzą definicję słowa "dysleksja". Niech uprawiają jedynie konwersację werbalną, bo aż mnie skręca jak widzę takie kwiatki. Jedyną myślą, która ciśnie mnie się w tej chwili na czoło, jest: "Ty masz dysleksję, ja mam to w dupie". skomentuj (3) |
|